Pochodząca ze Szwecji internaturka dopatrzyła się na nim postaci Jezusa Chrystusa. Mieszkańcy Brazylii także byli świadkami nietypowego zdarzenia – jedna z chmur na niebie wyglądała bardzo podobnie do „dłoni Boga”, który w ten sposób mógłby pozdrawiać Ziemię i jej mieszkańców. Pomijając znak na niebie i kalendarz żydowski (do którego mam wątpliwości, nadal nie jesteśmy pewni jak należy kalkulować daty wg. kalendarza biblijnego), to wypada 300 rocznica koronacji matki bożej częstochowskiej, jak i 300 rocznica powstania masonerii, jak i 100 rocznica największych fałszywych objawień maryjnych w Fatimie. Znaki obecności Boga. Bóg pozostawił dla człowieka znaki swej obecności w pięknie i mądrości przyrody. Zgadzają się z tym nie tylko ludzie wierzący, ale również, na swój sposób, ludzie nauki. Dziś, może nawet bardziej niż kiedykolwiek, potrzebujemy świętego spojrzenia na przyrodę. Niedziela Ogólnopolska 34/2020, str. 14-15 Zobaczyli na niebie „znak od Boga”. Fantastyczne! KN Data utworzenia: 15 stycznia 2020, 20:27. Udostępnij Udostępnij artykuł przez: Facebook X Znaki na niebie Książka już od 23,21 zł - od 23,21 zł, porównanie cen w 19 sklepach. Zobacz inne Powieści i opowiadania, najtańsze i najlepsze oferty, opinie.. powszechne nieporozumienia na temat nieba. 1. W niebie dobrzy ludzie spędzą wieczność. Pismo Święte wyjaśnia, że nie ma nikogo, kto byłby wystarczająco dobry dla Nieba (Rzymian 3: 11-12; Psalm 14: 3). Jakakolwiek sprawiedliwość, którą uważamy, że mamy, jest jak ” brudna szmata „ (Izajasz 64: 6), gdy jest utrzymywana do . Cuda i objawienia — czy to znaki od Boga? „CUDA wciąż uważa się za (...) rodzaj listu polecającego, za rękojmię autentyczności orędzia Bożego, za pieczęć, którą Wszechmocny opatruje posłannictwo lub słowo od Niego pochodzące”. Joseph Vandrisse, watykański korespondent dziennika Le Figaro, mówi tu oczywiście o cudach uznanych przez Kościół katolicki. Ale na jakiej podstawie rozstrzyga się, czy cud lub objawienie naprawdę pochodzi od Boga? Czy Kościół powinien być sędzią we własnej sprawie? Według autorytetów katolickich objawienia muszą spełniać dwa warunki. Po pierwsze, mają być zgodne z naukami Kościoła. Wymownym przykładem jest wizja z Lourdes, gdzie „Dziewica” przedstawiła się jako „Niepokalanie Poczęta”. Co ciekawe, kilka lat wcześniej papież Pius IX ogłosił, iż Maria od chwili poczęcia była wolna od grzechu pierworodnego. W 1933 roku przyszły papież Pius XII wyraził opinię, że te dwa wydarzenia łączą się ze sobą, powiedział bowiem: „Niepokalana Dziewica — Matka Boża i błogosławiona między niewiastami — zapragnęła własnymi ustami potwierdzić to, co zostało ogłoszone w Rzymie przez jej nieomylnego papieża. Krótko potem tak też uczyniła w słynnym objawieniu w grocie Massabielle [Lourdes]”. Po drugie, należy wziąć pod uwagę tryb życia osoby, która miała objawienie. Biskup Tours oświadczył: „Kościół (...) dał wiarę objawieniom [w Lourdes] z uwagi na świątobliwość Bernadetty”. Zdaniem władz kościelnych Bernadetta z Lourdes i Łucja z Fatimy, które podobno widziały Marię, uczyniły zadość temu wymaganiu, wstępując później do zakonu. Przekazane orędzia były zgodne z nauką katolicką. Tryb życia wizjonerek harmonizował z wzorcem, jaki ustanowił Kościół. Nic więc dziwnego, że w obu wypadkach objawienia uznane przez Kościół katolicki stanowią potwierdzenie wyłącznie jego własnych tradycji i dogmatów, nawet najnowszych, jak ten o Niepokalanym Poczęciu. Ale czy cuda i objawienia rzeczywiście są znakami z nieba, dowodzącymi prawdziwości nauk Kościoła? J. Bricout, wydawca Dictionnaire pratique des connaissances religieuses (Praktyczny słownik wiedzy religijnej), przytoczył wypowiedź innego autora katolickiego, P. Buysse, który napisał: „Ponieważ cuda w Lourdes są ściśle powiązane z ‛wierzeniami wyróżniającymi Kościół katolicki’ (Niepokalane Poczęcie, ogłoszenie tego dogmatu przez papieża, adoracja Najświętszego Sakramentu, kult Maryi Panny i tak dalej), więc można, a nawet trzeba przyznać, że ‛na naukach Kościoła spoczywa pieczęć Bożej aprobaty’”. Jednakże takie pretensje do posiadania pełnomocnictwa Bożego są nieuzasadnione. Przypisując sobie prawo rozstrzygania, czy objawienia (a także związane z nimi cuda) pochodzą od Boga, Kościół katolicki ustanawia się bowiem sędzią we własnej sprawie. Wiele innych religii powołuje się na cuda, uważając je za dowód poparcia Bożego. Ale czy cuda dokonywane w ruchach charyzmatycznych (z niekatolickimi włącznie) lub nawet w religiach niechrześcijańskich są dziełem Boga? Wprost trudno w to uwierzyć, skoro Biblia mówi o Nim, że „nie jest Bogiem nieporządku, lecz pokoju” (1 Koryntian 14:33). Na czym więc się oprzeć w ocenie takich zjawisk? W książce pt. Les signes de crédibilité de la révélation chrétienne (Znamiona wiarogodności objawień chrześcijańskich) powiedziano, że o autentyczności cudu decydują głównie kryteria religijne i moralne. Wierne pierwotnemu objawieniu? Zdaniem różnych pisarzy katolickich „podstawowym warunkiem stawianym przekazywanemu orędziu jest wierność wobec objawienia ewangelicznego oraz tradycji doktrynalnej Kościoła”. „Żadne nowe objawienie nie może zmieniać pierwotnego”. Papież Jan Paweł II również oznajmił, że „orędzie, które w roku 1917 wyszło z Fatimy (...) zawiera w sobie odwieczną prawdę Ewangelii”. Z wypowiedzi tych wynika, że posłanie przekazane w takich widzeniach musi przede wszystkim zgadzać się z „pierwotnym objawieniem”, czyli Pismem Świętym. A czy tak jest naprawdę? Do jakich wniosków prowadzi wizja ognistego piekła, ukazana pastuszkom w Fatimie? Z Pisma Świętego jasno wynika, że grzesznicy wcale nie są w ten sposób karani po śmierci. Sam Jezus oświadczył, iż powinniśmy bać się Tego, który potrafi zniszczyć zarówno duszę, jak i ciało, co wskazuje, że dusza może umrzeć. Inne wersety wyraźnie uczą, że umarli nie mają świadomości, a nadzieja ponownego życia opiera się na biblijnej obietnicy przyszłego zmartwychwstania (Mateusza 10:28; Kaznodziei 9:5, 10; Jana 5:28, 29). A co powiedzieć o „Niepokalanym Poczęciu”, o którym wspominała Bernadetta? Dogmat ten również pozostaje w jaskrawej sprzeczności z naukami Biblii. Pismo Święte wyjaśnia, że Maria — tak samo jak wszyscy potomkowie Adama — została ‛poczęta w grzechu’ i odziedziczyła śmierć (Psalm 51:7, Biblia Tysiąclecia [51:5, NW]; Rzymian 3:23). Gdyby było inaczej, to dlaczego po urodzeniu Jezusa złożyła ofiarę za grzech? (Kapłańska 12:6; Łukasza 2:22-24). Prócz tego nie ma w Biblii ani jednego wersetu, który by popierał katolicką doktrynę, iż dzięki szczególnej łasce Maria została zachowana od grzechu pierworodnego. A skoro kult Marii jest pozbawiony jakichkolwiek podstaw biblijnych, nasuwa się logiczne pytanie, czy jej objawienia pochodzą od Boga. Czy mogą pochodzić od kogoś innego? Znawcy Biblii wiedzą oczywiście, że nie każdy cud jest znakiem od Boga. Dictionnaire de la Bible (Słownik biblijny) wydany przez F. Vigouroux, wspomina o cudach dokonanych przez czarowników egipskich w obecności faraona i Mojżesza, po czym nadmienia, że „w dniach ostatecznych fałszywi prorocy i fałszywi Chrystusowie, będący wysłannikami Diabła, uczynią wiele cudów, aby jeśli to możliwe, zwieść nawet lojalnych uczniów Jezusa Chrystusa” (Mateusza 24:24; Wyjścia 7:8-13). A co wtedy, gdy objawiająca się postać nawołuje ludzkość do skruchy i wzywa wiernych, by się modlili o nawrócenie grzeszników — jak to było w Fatimie? Ciekawa rzecz, że w książce pt. Fàtima — Merveille du XXe siècle (Fatima — cud XX wieku), skądinąd wychwalającej takie widzenia, przytoczono wypowiedź ówczesnego księdza z Fatimy, który pomimo treści tych orędzi miał wątpliwości co do ich pochodzenia i powiedział: „Równie dobrze może to być diabelska sztuczka”. Biblia rzeczywiście mówi, że Szatan „przybiera na siebie postać anioła światłości”, a „słudzy jego przybierają pozory sług sprawiedliwości” (2 Koryntian 11:14, 15, Kowalski). Zatem okoliczność, iż orędzie podane w wizji brzmi przekonująco, jeszcze nie dowodzi jej Boskiego pochodzenia. Taki sam wniosek wysnuto w katolickim Dictionnaire historique de la Bible (Biblijny słownik historyczny) Calmeta, gdzie czytamy: „Cuda i nadprzyrodzone zjawiska nie zawsze stanowią niezawodny znak, że dokonujący ich są święci i głoszą właściwą naukę, ani nie są niezbitym świadectwem, iż ludziom miewającym widzenia poruczono jakąś misję”. Ale przecież kiedy Chrystus był na ziemi, czynił wiele cudów. W jakim celu to robił i co w związku z tym sądzić o dzisiejszych cudach? Odpowiedź otrzymamy w następnym artykule. [Ramka i ilustracja na stronie 6] 9 grudnia 1531 roku Indianin Juan Diego śpieszył się na mszę do Meksyku. Po drodze spotkał jakąś damę, która posłała go do biskupa tego miasta z prośbą o wybudowanie kościoła tam, gdzie ona teraz stoi. Biskup przyjął słowa Indianina z pewnym niedowierzaniem. Podczas następnego objawienia kobieta przedstawiła się jako matka prawdziwego Boga, a nieco później jako „Święta Maryja z Guadalupe”. Kazała, by Juan Diego zerwał parę róż, które miały być dla niego znakiem. I choć nie była to pora na róże ani nie spotykało się ich w tej okolicy, Indianin znalazł kilka kwiatów i zawinął je w płaszcz. Kiedy ofiarowywał je biskupowi, na płaszczu ukazała się postać „Dziewicy” naturalnej wielkości. Obraz przedstawiający tę scenę można obecnie oglądać w bazylice Guadalupe niedaleko Meksyku. [Ilustracja] Guadalupe [Ramka i ilustracja na stronie 7] 11 lutego 1858 roku Czternastoletnia Francuzka Bernadetta Soubirous poszła z siostrą i przyjaciółką zbierać drwa na opał w pobliżu Lourdes, miasteczka w południowo-zachodniej Francji, niedaleko granicy hiszpańskiej. Bernadetta chciała akurat przejść przez strumień, gdy wewnątrz pobliskiej groty ukazała się jej jakaś „pani”. Innym razem ta sama „pani” poprosiła o zbudowanie na tym miejscu kaplicy i wezwała całą ludzkość do okazania skruchy. W trakcie kolejnego objawienia Bernadetta usłyszała, jak „pani” mówi w miejscowym dialekcie: „Jestem Niepokalanie Poczęta”. Osamotniona w zmaganiach z władzami świeckimi, a nawet kościelnymi, Bernadetta Soubirous obstawała przy tym, że mówi prawdę. W końcu Kościół katolicki uznał oficjalnie te objawienia „Dziewicy” i w Lourdes powstało sanktuarium. [Ilustracja] Lourdes [Ramka i ilustracja na stronie 8] 13 maja 1917 roku Chłopiec i dwie dziewczynki paśli owce niedaleko Fatimy w środkowej Portugalii, gdy po raz pierwszy ukazała się im „Dziewica”. Przed jednym z następnych objawień przybyli na to miejsce inni ludzie, spodziewając się otrzymać znak. Widzieli rzekomo, jak słońce tańczyło na niebie, a potem spadło na ziemię. Dzieciom zostały też powierzone „sekrety”. Ukazano im wizję piekła, gdzie ujrzały grzeszników, cierpiących okropne męki w przerażających płomieniach. „Dziewica” prosiła ponadto o poświęcenie Rosji jej „niepokalanemu sercu”. Papieże spełnili później to życzenie. Ostatni „sekret” jest strzeżony przez najwyższe władze Kościoła katolickiego, które na razie odmawiają ujawnienia jego treści. [Ilustracja] Fatima Wygospodaruj sobie godzinę lub więcej czasu, znajdź spokojne miejsce, w którym nic nie będzie cię rozpraszać. Poproś Ducha Świętego o pomoc, po czym spokojnie przeczytaj ten tekst i wsłuchaj się w to, co Duch chce przez niego mówić do Twojego serca, szczególnie przez słowa rozważanego fragmentu Pisma... Człowiekowi w jego życiu zawsze towarzyszą znaki. Znajdujemy je w podróży jako znaki ruchu drogowego. Znajdujemy je w sklepach, jako informacje ułatwiające poruszanie się po dużych powierzchniach sklepowych. Znajdujemy je w liturgii, która ma przemawiać przez znaki mówiące o niewidzialnej rzeczywistości. Znajdujemy je wreszcie na niebie, kiedy zastanawiamy się nad pogodą w czasie wymarzonych wakacji czy odpoczynku. Czy jednak umiemy je do końca odczytać? Jakże często w komunikacji zdarzają się wypadki, gdyż ktoś zlekceważył znaki, które zostały postawione dla jego bezpieczeństwa. Czasem poruszamy się w sklepie na oślep, pamiętając gdzie kiedyś były dane produkty, a one zostały przeniesione na inne miejsce. Często wiele osób mówi, że nie rozumie liturgii Kościoła, bo nie rozumie znaków i gestów, które jej towarzyszą. Jakże często też zawodzi prognoza pogody, choć wydawała się sprawdzona. Dlaczego tak się dzieje? Bo człowiek jest omylny i czasem za bardzo zapatrzony w siebie, swoje możliwości, zdolności, nawet stawiając siebie w centrum wszystkich spraw i rzeczy. Jednak prawdziwe niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, kiedy taką postawę przenoszę na życie duchowe, na moją relację z Bogiem, bo wtedy trudno rozpoznać Jego wolę i łatwo swoją wolę postawić w miejsce tego, co On dla nas przygotował, abyśmy byli szczęśliwi. „I znowu Pan przemówił do Achaza tymi słowami: ‘Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Szeolu, czy to wysoko w górze’. Lecz Achaz odpowiedział: ‘Nie będę prosił i nie będę wystawiał Pana na próbę’. Wtedy rzekł Izajasz: ‘Słuchajcie więc, domu Dawidowy: Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom, iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu? Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi syna, i nazwie go imieniem Emmanuel, albowiem Bóg z nami’” (Iz 7,10-14a) Znak oczekiwany Achaz to król Judy panujący w latach ok. 734-728 przed Chrystusem. Był synem króla Jotama, po którego śmierci wprowadził w kraju kult pogański i złożył w ofierze swojego syna. Mimo rad proroka Izajasza, aby wobec przymierza narodu Izraelskiego z Syrią przeciw Judzie nie szukał pomocy u króla asyryjskiego, zignorował je i sprzymierzył się z Tigladpilezerem III, stając się jego poddanym (por. 2 Krl 15,38-nn; 2 Krn 27,9-nn oraz Iz 7). Achaz reprezentuje typ człowieka, który przede wszystkim ma zaufanie do ludzkich kalkulacji, politycznych układów i gier. Brakuje mu zaufania Bogu, który mógł dać prawdziwy znak, którego wszyscy oczekiwali. W ten sposób, ufając tylko sobie, król doprowadza do tego, że składa swój los oraz los swojego narodu w ręce niepewne, ludzkie. Historia Achaza pokazuje podwójne zagrożenie, w jakie uwikłany jest król. Jednym z nich jest zagrożenie wewnętrzne, gdyż oddał się ona na służbę bożkom pogańskim Baalowi i Molochowi, składając temu ostatniemu ofiarę ze swojego syna. W ten sposób zakwestionował Bożą obietnicę związane rodem Dawida. Drugim jest zagrożenie zewnętrzne, jakie stwarzała ówczesna sytuacja polityczna i militarna. Kiedy w mojej codzienności, życiu moich bliskich wielokrotnie czai się zło, to wtedy szukamy wszelkich sposobów zapanowania nad nim wszystkimi dostępnymi metodami. Czasem nawet takimi, które z Bogiem i Jego Ewangelią nie mają nic wspólnego, ale stanowią jakieś źródło nadziei. Po czasie okazuje się jednak, że to wszystko zawodzi i znów dopada mnie zło, przed którym na tyle rozmaitych sposobów uciekałem. Sytuacje trudne w moim życiu mogą stać się okazją do usprawiedliwienia samego siebie w moim postępowaniu i sposobie życia. Mogą stać się usprawiedliwieniem braku rozwoju duchowego, intensywniejszego kontaktu z Bogiem według zasady „jakiego mnie stworzyłeś Panie Boże, takiego mnie masz”. To przede wszystkim jednak pokusa zatrzymania się w błotku, w którym się znalazłem. Warto zadać sobie podstawowe pytania: Jakich znaków oczekuję od Boga w moim życiu? Czy biorę pod uwagę Jego oczekiwania? Czy znaki, których oczekuję, służą mnie samemu i innym? Czy te moje oczekiwania rzeczywiście służą dobru czy może są oznaką mojego egoizmu? Czy chcę prawdziwego szczęścia czy też terroryzuję Boga, aby błogosławił temu, co ja wymyśliłem? Znak niechciany Słowa skierowane do Achaza przez Izajasza, to przypomnienie o Bożym znaku opieki, które jednak nie docierają do adresata. Nie rozumie on, lub nie chce rozumieć, znaku, jaki chce ofiarować mu Bóg. Choć Żydzi bardzo cenili sobie znaki, to jednak król odmawia jego przyjęcia, powołując się na swoją niegodność. Jest jednak w tym wszystkim nieszczery, gdyż tak naprawdę nie chce, aby Boży znak pokrzyżował jego ludzkie plany. Nie chodzi tu zatem o jego wiarę, ale ludzkie kalkulacje. Takie działanie, w postaci prośby skierowanej do Boga, miało umocnić chwiejną wiarę i ufność Achaza. Prorok Izajasz pokazuje bezwzględnie, że tylko zaufanie Jahwe przyniesie prawdziwy pokój i zwycięstwo odwagi nad lękiem, który zagościł w sercu królewskim wobec otaczającego świata i aktualnej sytuacji. Pośród tego zła, które tak bardzo wdziera się w moje życie i moją codzienność, muszę pamiętać, że ono nie stanowi jedynego wymiaru życia. Czasem oczywiście swoją krzykliwością może zdominować moje myślenie, mówienie czy postępowanie, ale do niego nie należy ostatnie słowo. Muszę jednak mieć odwagę przyznać, że moje własne ludzkie siły są zawodne i potrzebuje pomocy Jezusa. Oczywiście takie postawienie sprawy, nie w słowach, ale w czynach będzie mnie kosztować wysiłek. Jest on jednak niezbędny, jeśli chcę prowadzić prawdziwe życie ucznia Chrystusa, a nie sprzedać Go za „trzydzieści srebrników jałowego spokoju” (ks. Jerzy Popiełuszko). To przyjęcie znaku Boga, który nie zawsze jest dla mnie wygodny, a czasem nawet staje na przekór moim przyzwyczajeniom, wadom. To podjęcie prawej pracy nad sobą po dobrze odprawionej spowiedzi, niezniechęcanie się porażkami i eliminowanie zła. Warto zadać sobie jeszcze inne pytania: Jakich znaków nie chcę otrzymywać od Boga i dlaczego? Chcę walczyć o moją wiarę czy też zadowalam się jakimś zbiorem pobożnościowych praktyk, które uspokajają moje sumienie? Czy rzeczywiście chcę szukać woli Bożej odnośnie mojego życia czy też swojej woli odnośnie do swego życia? Znak otrzymany Zadziwiające jest to, że choć Achaz nie chce prosić o znak, który miałby potwierdzić Boże obietnice, to jednak ten znak zostaje mu dany, niejako wbrew jego woli. Znak w postaci Emmanuela – „Boga z nami”, zapowiadający Bożą opiekę nad ludem, który został powierzony Bogu. To rozwinięcie stale obecnego na kartach Starego Testamentu orędzia dobrej nowiny o przyjściu Mesjasza. Na potwierdzenie jej realizacji w Jezusie Chrystusie, najpełniejszym Znaku miłości Boga do człowieka, Ewangeliści nawiązują do tych słów Starego Testamentu (por. Mt 1,23; Mt 4,15-14; Łk 1,31), kiedy św. Józef poprzez interwencję samego Boga podejmuje się misji opieki nad Jezusem Chrystusem czy w czasie Zwiastowania. Zło, które tak często towarzyszy mi w moim życiu, położone pod krzyżem Jezusa Chrystusa, ofiarowane Temu, który pokonał wszelkie zło swoją męką, śmiercią i zmartwychwstaniem, nabiera zupełnie innego wymiaru i z pomocą Jego łaski okaże się zwycięstwem, a nie porażką. To właśnie najwspanialszy znak Bożego zainteresowania moim losem. Znak ten nie jest jednak mi narzucony jako zobowiązanie, ale stanowi zaproszenie dla mojej wolności, którą Bóg bardzo szanuje. On mówi do mnie poprzez te znaki i chce stać się „Bogiem z nami”, ale nie za wszelką cenę i nie wbrew mnie samemu. Szanując moją wolność chce zaprosić mnie do tego, aby tak się stało. Czyni to w sposób delikatny i subtelny, a nie narzucający się, jak w historii Eliasza (por. 1 Krl 19,9-13a). Warto zadać sobie znów kilka pytań: Czy cieszą mnie Boże znaki, jakie otrzymuje w moim życiu? Czy staram się te znaki zrozumieć i zgodnie z nimi budować swoje tu i teraz na ziemi? Czy rzeczywiście chcę, aby Bóg był ze mną we wszystkim, co dzieje się w moim życiu? Czy nie szukam go tylko wtedy, kiedy dopadną mnie problemy? Znak przemieniający Odczytanie prostych znaków jest trudne, a co dopiero tych, które daje Bóg. Zresztą już w czasach Jezusa ci, którzy pochylali się nad świętymi tekstami, nie rozpoznali w Cieśli z Nazaretu przychodzącego Emmanuela – Boga z nami, Mesjasza. Tak samo w czasie Eucharystii, kiedy słyszę słowa „Pan z wami”, to słyszę takie samo zapewnienie, jakie słyszał król Achaz. Zapewnienie, abym nie zapomniał, że Bóg jest przy mnie obecny i opiekuje się mną. Z jednej strony oczekuje nieustannych znaków od Boga, które mogłyby mnie prowadzić bezpiecznie przez życie. Chodzi mi jednak raczej o jakieś cuda czy cudowności, bym nie musiał wkładać w ich odczytywanie wysiłku, ale by były one proste i wyraźne niż o prawdzie „znaki czasu”, które domagają się rozeznania. Czasem trudno mi odczytać znaki Boga kierowane do mnie, bo nie chcę tych znaków, bojąc się, że Jezus zabierze mi wszystko. Koncentruje się na tym, co mam utracić z ludzkiego punktu widzenia, zamiast skoncentrować się na tym, co mogę zyskać. „On niczego nie zabiera, a daje wszystko. Kto oddaje się Jemu, otrzymuje stokroć więcej. Tak! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi” (Benedykt XVI na inauguracji pontyfikatu). Dostaję zapewnienie Jego obecności przez znaki, które mi codziennie daje w świecie, który stworzył dla mnie, w swoim Słowie, sakramentach, poprzez wydarzenia i ludzi, których spotykam w swoim codziennym życiu. Chce w ten sposób nastroić mnie na zauważenie tych znaków Jego miłości. On nie chce, abym tworzył swoje znaki wg moich ludzkich oczekiwań, które później przyniosą mi rozczarowanie i smutek. On chce, abym odkrywał te Jego znaki, poprzez które mówi do mnie, bo On doskonale wie, że tylko odczytując i pozwalając się przemienić Jego znakom sam stanę się świadectwem dla ludzi, którzy mnie otaczają. Warto na koniec zadać sobie pytanie: Czy rozpoznawanie znaków Boga w codzienności i ich przyjmowanie wpływa na moją codzienność? Czy przez rozeznanie tych znaków staje się dla innych wyraźnym znakiem Bożej obecności w świecie? Czy przez swoje rozeznanie Bożej woli pomagam innym Ją rozeznawać w znakach, które Bóg przekazuje im poprzez moją osobę? Bóg mówi do człowieka przez swoje Słowo zawarte w Piśmie Świętym. Bóg mówi w głosie własnego sumienia. Jeśli już to odkryłeś, możesz spróbować odczytywać głos Boga w tym, co Cię spotyka w życiu. Jeśli jutro będzie świeciło słońce, to znaczy, że mam pójść do zakonu, a jeśli będzie padało, znaczy, że nie. Czy takie stawianie sprawy ma sens? Oczywiście nie. Pomijając już nawet możliwość, że owego feralnego dnia mogą padać przelotne deszcze przerywane okresami słonecznej pogody, wymaganie od Boga takiego znaku byłoby nadużyciem. Bóg jest święty. Nie godzi się traktować Go jak kostki do gry. Niewątpliwie jednak możesz próbować odczytywać w swoim życiu pewne wydarzenia jako znaki dane ci przez Boga. Prawda jednak jest taka, że to trudne i dość niepewne. Tak jak odkrywanie swojego powołania. Kiedy Go o coś pytasz, Bóg rzadko odpowiada natychmiast. A jeśli tak, możesz mówić o wyjątkowej łasce. Łatwo też popaść w tym względzie w jakąś przesadę i łatwowierność; szukać znaków Boga tam, gdzie ich nie było albo odczytywać je opacznie. Niezdany egzamin na prawo jazdy nie jest oznaką Bożego gniewu, ale braku odpowiednich umiejętności. Podobnie odtrącenie przez ukochanego czy ukochaną nie oznacza, że Bóg powołuje cię do życia w zakonie. Musisz patrzyć głębiej. Musisz pozbyć się niecierpliwości. Do zrozumienia niektórych znaków możesz dojrzewać latami. Musisz zgodzić się na to, że pozostanie w twoim życiu mnóstwo wydarzeń, których głębszego sensu nie zrozumiesz. I musisz pamiętać, że Bóg w komunikacji z Tobą używa przede wszystkim swojego Słowa i twojego sumienia, a odczytywanie wydarzeń jako znaków danych przez Boga, to rzecz wymagająca naprawdę trzeźwego spojrzenia na świat. Co może być tym znakiem? Praktycznie wszystko. Spotkany człowiek, przeczytana książka, zdanie usłyszane na kazaniu, wypadek w rodzinie, jakiś dziwny zbieg okoliczności, polny kwiat, a czasem nawet… sen (tak, tak, jeśli cię zainspiruje do czegoś dobrego). Wszystko to, co jakoś kieruje Twoją myśl ku Bogu. Wszystko, co każe Ci szukać tego, co dobre, piękne i szlachetne. Z widzenia znałeś ją od dawna, ale dopiero pół roku temu zaczęliście się częściej spotykać. Lubisz z nią rozmawiać, widzieć jak się uśmiecha, słuchać jej głosu; widzisz, że jest dobrym człowiekiem i pewnie nadaje się na matkę twoich dzieci. Ona podobnie patrzy na ciebie. Czy Pan Bóg chce, żebyście się pobrali? Jeśli ani ciebie, ani ją nie wiążą inne zobowiązania (przysięga małżeńska, przyjęte świecenia), to zapewne nie ma nic przeciwko temu. Przecież gdyby miał, to dałby wam jakiś wyraźniejszy znak. Jeśli go nie ma, spokojnie możesz uznać, że ślub z tą dziewczyną będzie zgodny z wolą Bożą. A kiedy połączy was sakrament, nie masz prawa myśleć, że jest inaczej. Jeśli Bóg złączył, to nie ma mowy, że zaplanował dla ciebie inną. Zawsze marzyłeś o domu z basenem, samochodzie z napędem na cztery koła i stanowisku prezesa ważnej firmy. Ale pewnego dnia bierzesz do ręki książkę „Biedaczyna z Asyżu” i świat odwraca się do góry nogami. Zaczyna cię fascynować „siostra bieda” i odkrywasz, jak niesamowita jest radość człowieka, który uśmiecha się, choć po ludzku dostaje od życia tęgie lanie. Znak od Boga? Być może. Jak by nie było, prostota, pokora, radość i pokój to znak, że idziesz po Bożej ścieżce. Więc czemu nie? A może być jeszcze inaczej. Miałaś predyspozycje, by zostać gwiazdą sportu. Nieszczęśliwa kontuzja sprawiła, że musiałaś porzucić marzenia o karierze i zająć się czymś bardziej prozaicznym. Skoro wiesz, jak piękna jest możliwość swobodnego poruszania się, to może zostaniesz rehabilitantką, która pomaga w przywracaniu sprawności innym? Czy tak chce Bóg? Nie wiadomo. Ale co miałby mieć przeciwko? Jak więc konkretnie odczytywać znaki dawane przez Boga? Dla chrześcijanina całe życie jest modlitwą. To znaczy całe jest chodzeniem, trwaniem w obecności Boga. Nie licz na to, że zawsze z jakiegoś wydarzenia odczytasz wolę Bożą między rozpoczynającym a kończącym modlitwę znakiem krzyża. Będziesz nieraz czuł się zagubiony; będziesz szukał po omacku. Ale spokojnie. Bóg na pewno ciągle jest z Tobą. Do zrozumienia woli Bożej w wydarzeniach swojego życia trzeba nieraz dojrzeć. Nawet jeśli początkowo będziesz się przeciwko temu wezwaniu burzył, będziesz nim coraz bardziej zafascynowany. Ale uważaj, ludziom wydaje się wiele rzeczy. Wymaga to pokory. Mało prawdopodobne, że na drodze Bożego powołania doznasz zaszczytów i poklasku. Na pewno znacznie częściej Bóg potrzebuje mozolnej, mrówczej pracy. Wezwany jesteś raczej do służby tym, którzy faktycznie są wokół ciebie, a nie tym, których nie znasz. Pytaj, czy wezwanie, które zdajesz się odczytywać z wydarzeń swojego życia ma służyć Bogu, czy twojej chwale. Pytaj w sanktuarium swojego sumienia oświeconego Słowem Bożym, czy to co błąka się po twojej głowie jako Boże wezwanie, jest rzeczywiście dobre. Przecież nie może pochodzić od Boga to, co wymagałoby podeptania Jego przykazań. Nie może być dobre to, co byłoby działaniem przeciw Kościołowi, co rozbijałoby jego jedność. Więc zawsze z rozumem, zawsze z rozsądkiem. Z miłością do Chrystusa. Odczytywanie na modlitwie sensu znaków od Boga, jakimi mogą być wydarzenia naszego życia, czy będą to sprawy małe, czy wielkie, zawsze będzie patrzeniem na nas Jego oczyma. Często z perspektywy wieczności. Bez poznania Go to ci się nie uda. Czujesz to? Tak, to prawda. W tym miejscu jeszcze raz okazuje się, że słuchanie Boga to nie poznanie jednej metody, ale całe życie. Im lepiej zrozumiesz podstawy modlitwy – po co się modlisz, jak się do modlitwy przygotować, jak usłyszeć Boga w Jego słowie i w głosie własnego sumienia, tym łatwiej ci będzie odczytywać Jego wolę w swoich losach. Jak odczytywać Boże przesłanie? Człowiekowi w jego życiu zawsze towarzyszą znaki. Znajdujemy je w podróży jako znaki ruchu drogowego. Znajdujemy je w sklepach, jako informacje ułatwiające poruszanie się po dużych powierzchniach sklepowych. Znajdujemy je w liturgii, która ma przemawiać przez znaki mówiące o niewidzialnej rzeczywistości. Znajdujemy je wreszcie na niebie, kiedy zastanawiamy się nad pogodą w czasie wymarzonych wakacji czy odpoczynku. Czy jednak umiemy je do końca odczytać? Jakże często w komunikacji zdarzają się wypadki, gdyż ktoś zlekceważył znaki, które zostały postawione dla jego bezpieczeństwa. Czasem poruszamy się w sklepie na oślep, pamiętając gdzie kiedyś były dane produkty, a one zostały przeniesione na inne miejsce. Często wiele osób mówi, że nie rozumie liturgii Kościoła, bo nie rozumie znaków i gestów, które jej towarzyszą. Jakże często też zawodzi prognoza pogody, choć wydawała się sprawdzona. Dlaczego tak się dzieje? Bo człowiek jest omylny i czasem za bardzo zapatrzony w siebie, swoje możliwości, zdolności, nawet stawiając siebie w centrum wszystkich spraw i rzeczy. Jednak prawdziwe niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, kiedy taką postawę przenoszę na życie duchowe, na moją relację z Bogiem, bo wtedy trudno rozpoznać Jego wolę i łatwo swoją wolę postawić w miejsce tego, co On dla nas przygotował, abyśmy byli szczęśliwi. I znowu Pan przemówił do Achaza tymi słowami: 'Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Szeolu, czy to wysoko w górze’. Lecz Achaz odpowiedział: 'Nie będę prosił i nie będę wystawiał Pana na próbę’. Wtedy rzekł Izajasz: 'Słuchajcie więc, domu Dawidowy: Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom, iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu? Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi syna, i nazwie go imieniem Emmanuel, albowiem Bóg z nami’ (Iz 7,10-14a) Znak oczekiwany Achaz to król Judy panujący w latach ok. 734-728 przed Chrystusem. Był synem króla Jotama, po którego śmierci wprowadził w kraju kult pogański i złożył w ofierze swojego syna. Mimo rad proroka Izajasza, aby wobec przymierza narodu Izraelskiego z Syrią przeciw Judzie nie szukał pomocy u króla asyryjskiego, zignorował je i sprzymierzył się z Tigladpilezerem III, stając się jego poddanym (por. 2 Krl 15,38-nn; 2 Krn 27,9-nn oraz Iz 7). Achaz reprezentuje typ człowieka, który przede wszystkim ma zaufanie do ludzkich kalkulacji, politycznych układów i gier. Brakuje mu zaufania Bogu, który mógł dać prawdziwy znak, którego wszyscy oczekiwali. W ten sposób, ufając tylko sobie, król doprowadza do tego, że składa swój los oraz los swojego narodu w ręce niepewne, ludzkie. Historia Achaza pokazuje podwójne zagrożenie, w jakie uwikłany jest król. Jednym z nich jest zagrożenie wewnętrzne, gdyż oddał się ona na służbę bożkom pogańskim Baalowi i Molochowi, składając temu ostatniemu ofiarę ze swojego syna. W ten sposób zakwestionował Bożą obietnicę związane rodem Dawida. Drugim jest zagrożenie zewnętrzne, jakie stwarzała ówczesna sytuacja polityczna i militarna. Kiedy w mojej codzienności, życiu moich bliskich wielokrotnie czai się zło, to wtedy szukamy wszelkich sposobów zapanowania nad nim wszystkimi dostępnymi metodami. Czasem nawet takimi, które z Bogiem i Jego Ewangelią nie mają nic wspólnego, ale stanowią jakieś źródło nadziei. Po czasie okazuje się jednak, że to wszystko zawodzi i znów dopada mnie zło, przed którym na tyle rozmaitych sposobów uciekałem. Sytuacje trudne w moim życiu mogą stać się okazją do usprawiedliwienia samego siebie w moim postępowaniu i sposobie życia. Mogą stać się usprawiedliwieniem braku rozwoju duchowego, intensywniejszego kontaktu z Bogiem według zasady „jakiego mnie stworzyłeś Panie Boże, takiego mnie masz”. To przede wszystkim jednak pokusa zatrzymania się w błotku, w którym się znalazłem. Warto zadać sobie podstawowe pytania: Jakich znaków oczekuję od Boga w moim życiu? Czy biorę pod uwagę Jego oczekiwania? Czy znaki, których oczekuję, służą mnie samemu i innym? Czy te moje oczekiwania rzeczywiście służą dobru czy może są oznaką mojego egoizmu? Czy chcę prawdziwego szczęścia czy też terroryzuję Boga, aby błogosławił temu, co ja wymyśliłem? Znak niechciany Słowa skierowane do Achaza przez Izajasza, to przypomnienie o Bożym znaku opieki, które jednak nie docierają do adresata. Nie rozumie on, lub nie chce rozumieć, znaku, jaki chce ofiarować mu Bóg. Choć Żydzi bardzo cenili sobie znaki, to jednak król odmawia jego przyjęcia, powołując się na swoją niegodność. Jest jednak w tym wszystkim nieszczery, gdyż tak naprawdę nie chce, aby Boży znak pokrzyżował jego ludzkie plany. Nie chodzi tu zatem o jego wiarę, ale ludzkie kalkulacje. Takie działanie, w postaci prośby skierowanej do Boga, miało umocnić chwiejną wiarę i ufność Achaza. Prorok Izajasz pokazuje bezwzględnie, że tylko zaufanie Jahwe przyniesie prawdziwy pokój i zwycięstwo odwagi nad lękiem, który zagościł w sercu królewskim wobec otaczającego świata i aktualnej sytuacji. Pośród tego zła, które tak bardzo wdziera się w moje życie i moją codzienność, muszę pamiętać, że ono nie stanowi jedynego wymiaru życia. Czasem oczywiście swoją krzykliwością może zdominować moje myślenie, mówienie czy postępowanie, ale do niego nie należy ostatnie słowo. Muszę jednak mieć odwagę przyznać, że moje własne ludzkie siły są zawodne i potrzebuje pomocy Jezusa. Oczywiście takie postawienie sprawy, nie w słowach, ale w czynach będzie mnie kosztować wysiłek. Jest on jednak niezbędny, jeśli chcę prowadzić prawdziwe życie ucznia Chrystusa, a nie sprzedać Go za „trzydzieści srebrników jałowego spokoju” (ks. Jerzy Popiełuszko). To przyjęcie znaku Boga, który nie zawsze jest dla mnie wygodny, a czasem nawet staje na przekór moim przyzwyczajeniom, wadom. To podjęcie prawej pracy nad sobą po dobrze odprawionej spowiedzi, niezniechęcanie się porażkami i eliminowanie zła. Warto zadać sobie jeszcze inne pytania: Jakich znaków nie chcę otrzymywać od Boga i dlaczego? Chcę walczyć o moją wiarę czy też zadowalam się jakimś zbiorem pobożnościowych praktyk, które uspokajają moje sumienie? Czy rzeczywiście chcę szukać woli Bożej odnośnie mojego życia czy też swojej woli odnośnie do swego życia? Znak otrzymany Zadziwiające jest to, że choć Achaz nie chce prosić o znak, który miałby potwierdzić Boże obietnice, to jednak ten znak zostaje mu dany, niejako wbrew jego woli. Znak w postaci Emmanuela – „Boga z nami”, zapowiadający Bożą opiekę nad ludem, który został powierzony Bogu. To rozwinięcie stale obecnego na kartach Starego Testamentu orędzia dobrej nowiny o przyjściu Mesjasza. Na potwierdzenie jej realizacji w Jezusie Chrystusie, najpełniejszym Znaku miłości Boga do człowieka, Ewangeliści nawiązują do tych słów Starego Testamentu (por. Mt 1,23; Mt 4,15-14; Łk 1,31), kiedy św. Józef poprzez interwencję samego Boga podejmuje się misji opieki nad Jezusem Chrystusem czy w czasie Zwiastowania. Zło, które tak często towarzyszy mi w moim życiu, położone pod krzyżem Jezusa Chrystusa, ofiarowane Temu, który pokonał wszelkie zło swoją męką, śmiercią i zmartwychwstaniem, nabiera zupełnie innego wymiaru i z pomocą Jego łaski okaże się zwycięstwem, a nie porażką. To właśnie najwspanialszy znak Bożego zainteresowania moim losem. Znak ten nie jest jednak mi narzucony jako zobowiązanie, ale stanowi zaproszenie dla mojej wolności, którą Bóg bardzo szanuje. On mówi do mnie poprzez te znaki i chce stać się „Bogiem z nami”, ale nie za wszelką cenę i nie wbrew mnie samemu. Szanując moją wolność chce zaprosić mnie do tego, aby tak się stało. Czyni to w sposób delikatny i subtelny, a nie narzucający się, jak w historii Eliasza (por. 1 Krl 19,9-13a). Warto zadać sobie znów kilka pytań: Czy cieszą mnie Boże znaki, jakie otrzymuje w moim życiu? Czy staram się te znaki zrozumieć i zgodnie z nimi budować swoje tu i teraz na ziemi? Czy rzeczywiście chcę, aby Bóg był ze mną we wszystkim, co dzieje się w moim życiu? Czy nie szukam go tylko wtedy, kiedy dopadną mnie problemy? Znak przemieniający Odczytanie prostych znaków jest trudne, a co dopiero tych, które daje Bóg. Zresztą już w czasach Jezusa ci, którzy pochylali się nad świętymi tekstami, nie rozpoznali w Cieśli z Nazaretu przychodzącego Emmanuela – Boga z nami, Mesjasza. Tak samo w czasie Eucharystii, kiedy słyszę słowa „Pan z wami”, to słyszę takie samo zapewnienie, jakie słyszał król Achaz. Zapewnienie, abym nie zapomniał, że Bóg jest przy mnie obecny i opiekuje się mną. Z jednej strony oczekuje nieustannych znaków od Boga, które mogłyby mnie prowadzić bezpiecznie przez życie. Chodzi mi jednak raczej o jakieś cuda czy cudowności, bym nie musiał wkładać w ich odczytywanie wysiłku, ale by były one proste i wyraźne niż o prawdzie „znaki czasu”, które domagają się rozeznania. Czasem trudno mi odczytać znaki Boga kierowane do mnie, bo nie chcę tych znaków, bojąc się, że Jezus zabierze mi wszystko. Koncentruje się na tym, co mam utracić z ludzkiego punktu widzenia, zamiast skoncentrować się na tym, co mogę zyskać. On niczego nie zabiera, a daje wszystko. Kto oddaje się Jemu, otrzymuje stokroć więcej. Tak! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi (Benedykt XVI na inauguracji pontyfikatu). Dostaję zapewnienie Jego obecności przez znaki, które mi codziennie daje w świecie, który stworzył dla mnie, w swoim Słowie, sakramentach, poprzez wydarzenia i ludzi, których spotykam w swoim codziennym życiu. Chce w ten sposób nastroić mnie na zauważenie tych znaków Jego miłości. On nie chce, abym tworzył swoje znaki wg moich ludzkich oczekiwań, które później przyniosą mi rozczarowanie i smutek. On chce, abym odkrywał te Jego znaki, poprzez które mówi do mnie, bo On doskonale wie, że tylko odczytując i pozwalając się przemienić Jego znakom sam stanę się świadectwem dla ludzi, którzy mnie otaczają. Warto na koniec zadać sobie pytanie: Czy rozpoznawanie znaków Boga w codzienności i ich przyjmowanie wpływa na moją codzienność? Czy przez rozeznanie tych znaków staje się dla innych wyraźnym znakiem Bożej obecności w świecie? Czy przez swoje rozeznanie Bożej woli pomagam innym Ją rozeznawać w znakach, które Bóg przekazuje im poprzez moją osobę? o. Robert Wawrzeniecki OMI Artykuł pochodzi z: Co powinniśmy wywnioskować z pozornego ponownego pojawienia się czasów Noego? Cała ludzkość żyje obecnie pod władzą szatana i z każdym dniem staje się coraz bardziej zdeprawowana. Pozytywne rzeczy są potępiane, negatywne cieszą się coraz większym uznaniem ludzi na świecie, a ludzkość jest obecnie wielkim zwolennikiem zła. W każdym dużym mieście można spotkać bary karaoke, restauracje i kluby taneczne, a w każdym z nich aż roi się od niegodziwości i rozwiązłości. Ludzie oddają się obżarstwu, pijaństwu, uciechom, oddają się żądzom cielesnym, tracąc przy tym godność i integralność. Nie ma miłości między ludźmi, wszyscy są niesłychanie egoistyczni i nikczemni. Dla pieniędzy lub zysku ludzie rywalizują ze sobą, knują przeciw sobie i oszukują się nawzajem, a nawet dochodzi do bijatyk. Nawet bracia i siostry, rodzice i dzieci, przyjaciele i krewni są tacy, że zbyt często się skłócają ze sobą dla zysku. I nie tylko niewierzący postępują w ten sposób. Jest wielu przyjaciół wierzących w Pana, którzy nie potrafią zachować Jego nauk, podążają za trendami świata, podążają za modą, pożądają bogactwa i walczą o pozycję. Niektórzy przyjaciele po prostu nie uczestniczą w mszy kościelnych, a jeśli już, to wielu z nich przychodzi tylko po to, aby wziąć udział w spotkania, sprzedać swoje towary, znaleźć partnera do romansu, nawiązać kontakty i tak dalej - kościół jest powoli asymilowany przez świat. W tym świecie, który popiera zło i odwraca prawdę, nikt nie kocha prawdy, nikt nie podejmuje inicjatywy, by szukać Bożego dzieła i wyglądu, nikt nie zastanawia się nad tym, jak być uczciwym i jak kroczyć w życiu właściwą drogą, zgodną ze słowami Boga. Zamiast tego wszyscy pożądają niegodziwości, oddają się wadom i działają bez umiaru. Kiedy obserwujemy rozwój wydarzeń, przypominają nam się czasy Noego. Ówczesnych ludzi niewiele obchodziło, czy Bóg istnieje, czy nie, nie czcili Go ani nie postępowali zgodnie z Jego naukami. Wręcz przeciwnie, popełniali wszelkie złe uczynki, które były sprzeczne z Bogiem, takie jak morderstwa, podpalenia, kradzieże i rozboje. Byli z natury rozwiąźli, wielokrotnie się żenili, ich myśli i czyny cuchnęły złem, a oni sami byli nieznośnie zepsuci. Dlatego zostali ukarani przez Boga i zniszczeni przez potop. W dzisiejszych czasach ludzie na świecie są tak samo zepsuci i niegodziwi jak w czasach Noego, a nawet bardziej. Dwa tysiące lat temu Pan Jezus przepowiedział: „Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich. (…) tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi” (Łk 17:26-30). Słowa Pana mówią nam coś bardzo ważnego: kiedy ludzie w dniach ostatecznych staną się tak zepsuci i niegodziwi jak ludzie w czasach Noego, będzie to dzień przyjścia Syna Człowieczego, dzień powrotu Pana. Jak więc możemy wejść na pokład arki dni ostatecznych, zanim nadejdzie wielki ucisk? Jakie są zasady Bożego dzieła zbawienia człowieka? Jeśli chcemy wejść na pokład arki dni ostatecznych, możemy najpierw przypomnieć sobie zasady Bożego dzieła ratowania człowieka w czasach Noego. W tamtym czasie ludzkość osiągnęła szczyt niegodziwości i deprawacji oraz pogorszyła Boże usposobienie. Bóg jednak nie zniszczył ówczesnych ludzi od razu, lecz podjął działania, aby ich zbawić. Najpierw Bóg wezwał Noego do zbudowania arki, a następnie posłużył się Noem, aby głosić ewangelię ówczesnym ludziom, mówiąc im, że Bóg dokona dzieła zniszczenia świata. Noe powiedział im, że muszą się nawrócić, przyjąć Bożą ewangelię i wejść na pokład arki, bo tylko w ten sposób będą mogli przetrwać. Noe głosił tę ewangelię przez ponad sto lat i był to czas, w którym Bóg dał ludziom szansę, aby się nawrócili - była to miłość Boga do człowieka. Ale ówczesna ludzkość nie uwierzyła Noemu. Szydzili z niego i opierając się na własnych wyobrażeniach i pomysłach, ograniczali dzieło Boże, uważając za niemożliwe, aby Bóg sprowadził powódź, która zniszczyłaby świat. Nie chcieli wierzyć w nic, czego nie mogliby zobaczyć na własne oczy, i dlatego żaden z nich nie przyjął Bożej ewangelii. Kiedy Bóg zakończył swoje dzieło zbawienia człowieka, zesłał na ziemię powódź, aby ukarać wszystkich złoczyńców. W tym czasie drzwi arki zostały zamknięte i oprócz ośmiu osób z rodziny Noego, które ocalały, wszyscy inni, wszyscy ci, którzy sprzeciwili się Bogu i popełnili wszelkie zło, zostali zmieceni przez powódź - stracili szansę na zbawienie przez Boga. Na tej podstawie widzimy, że zasady działania Boga w Jego dziele zbawienia człowieka można podzielić na dwa etapy: Najpierw próbuje On zbawić człowieka, a potem go niszczy. Boże dzieło zbawienia człowieka to dawanie człowiekowi szansy na nawrócenie, ale także demaskowanie człowieka i oddzielanie każdego według jego rodzaju. Ci, którzy potrafią słuchać Bożych słów i postępować tak, jak Bóg tego wymaga, oraz ci, którzy nie wierzą Bożym słowom, którzy nie chcą przyjąć Bożego dzieła zbawienia, lecz przeciwstawiają się i buntują przeciwko Bogu, zostają całkowicie zdemaskowani przez Boże dzieło zbawienia. Dopiero po oddzieleniu dobrych od złych Bóg rozpoczyna dzieło określania końców ludzi oraz nagradzania dobrych i karania złych. W ten sposób koniec ludzi zostaje ustalony, a niegodziwcy zniszczeni, w czym ucieleśnia się miłość i sprawiedliwość Boga. W rzeczywistości Pan, kiedy powróci w dniach ostatecznych, również najpierw działa, aby zbawić człowieka, a następnie pojawia się jawnie, aby nagrodzić dobrych i ukarać złych. Oznacza to, że jeśli chcemy wejść na pokład arki dni ostatecznych, musimy najpierw przyjąć dzieło tajemniczego przyjścia Boga. W tym momencie wielu przyjaciół może czuć się sceptycznie nastawionych i zastanawiać się: „Czy Pan nie przyjdzie publicznie, jadąc na białym obłoku, kiedy powróci w dniach ostatecznych?”. Zastanawiają się nad tym, ponieważ w Biblii jest napisane: „Oto nadchodzi z obłokami, i ujrzy Go wszelkie oko” (Ap 1:7). Gdyby Pan rzeczywiście miał przyjść publicznie z obłokami, jak wierzymy, wtedy nikt nie odważyłby się sprzeciwić Bogu i jak wtedy dokonałoby się dzieło rozróżniania dobra od zła? Powinniśmy uważnie przyjrzeć się Biblii, ponieważ oprócz wersetów, które przepowiadają, że Bóg przyjdzie publicznie z obłokami, jest też wiele wersetów opisujących, że Bóg przyjdzie w ukryciu. Pan najpierw przyjdzie w tajemnicy, kiedy powróci w dniach ostatecznych W Biblii jest wiele wersetów, które wspominają o Bogu przychodzącym w ukryciu, na przykład: „Oto przychodzę jak złodziej” (Ap 16:15). „Lecz o północy rozległo się wołanie: »Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!«” (Mt 25:6). „Albowiem jak błyskawica zabłyśnie na wschodzie, a świeci aż na zachodzie, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego” (Mt 24:27). „Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie” (Mt 24:44). „Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca widnokręgu aż do drugiego, tak będzie z Synem Człowieczym w dniu Jego. Wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie” (Łk 17:24-25). Proroctwa te mówią, że przyjście Boga będzie jak złodziej, co oznacza, że Bóg w dniach ostatecznych przyjdzie w ukryciu. W wersetach tych jest też mowa o „przyjściu Syna Człowieczego” i „Syn Człowieczy przyjdzie”. „Syn człowieczy” odnosi się do Boga wcielonego. Tylko ten, kto narodził się z człowieka w normalnym ludzkim ciele, może być nazwany „Synem Człowieczym”, natomiast gdyby przyszedł jako ciało duchowe, nie mógłby być nazwany „Synem Człowieczym”. Na przykład, duchowe ciało Pana Jezusa po zmartwychwstaniu mogło przechodzić przez ściany i ukrywać się w powietrzu. Takie nadprzyrodzone ciało duchowe nie mogło być nazwane „Synem Człowieczym”. To pokazuje nam, że kiedy Pan Jezus powróci w dniach ostatecznych, przyjdzie pośród ludzi w ukryciu, „ubrany” w normalne, zwykłe ciało. Z zewnątrz będzie wyglądał jak normalny, zwykły człowiek, ale nikt nie będzie w stanie określić Jego prawdziwej tożsamości ani pozycji, a to będzie trzymane w tajemnicy przed ludźmi. Dopiero gdy zacznie działać i wypowiadać swoje słowa, aby zbawić człowieka, poznają Go ci, którzy potrafią rozróżnić Jego głos. Ci, którzy nie są w stanie rozróżnić Jego głosu, będą Go traktować jak zwykłego człowieka, zaprzeczą Mu, odrzucą Go, a nawet potępią. Tak samo, gdy Pan Jezus stał się ciałem, aby dokonać swego dzieła, faryzeusze uznali Go za zwykłego człowieka, sprzeciwili się Mu, potępili Go i ukrzyżowali. Ostatecznie, w okresie, w którym Bóg wcielony pojawił się w ukryciu, faryzeusze stracili zbawienie Pana i zostali ukarani przez Boga za swoje niegodziwe czyny popełnione wbrew Bogu. Co więcej, tylko stając się ciałem w dniach ostatecznych, Bóg może znieść wiele cierpień. Gdyby przyszedł jawnie z obłokami, wszyscy ludzie baliby się i padliby na ziemię, a nikt nie odważyłby się Mu przeciwstawić. Gdyby tak było, nie spełniłyby się proroctwa mówiące o tajemniczym przyjściu Pana. Jak spełnią się proroctwa Pana przychodzącego otwarcie? Niektórzy przyjaciele nie rozumieją, kiedy mówimy o Panu przychodzącym w ukryciu, aby wykonać swoje dzieło po powrocie. Biblia prorokuje również, że kiedy Pan powróci, objawi się nam publicznie, przychodząc na obłoku, jak więc mogą się spełnić te dwa zupełnie różne proroctwa? Każde słowo wypowiedziane z ust Boga w rzeczywistości się spełni, różna jest tylko kolejność, w jakiej się spełni. Co więcej, proroctwa te wypełniają się jedno po drugim, zgodnie z kolejnymi etapami Bożego dzieła. Oznacza to, że w dniach ostatecznych Bóg najpierw przyjdzie w ukryciu, aby dokonać swego dzieła zbawienia człowieka, a potem objawi się publicznie, przychodząc na obłoku. Boży sposób działania etapami jest bezpośrednio związany z dziełem, którego Bóg dokona w dniach ostatecznych. Przeczytajmy teraz kilka wersetów z Biblii: „Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz [jeszcze] znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe” (J 16:12-13). „Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi” (J 5:22). „Przekazał Mu władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym” (J 5:27). „Kto gardzi Mną i nie przyjmuje słów moich, ten ma swego sędziego: słowo, które powiedziałem, ono to będzie go sądzić w dniu ostatecznym” (J 12:48). „Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą” (J 17:17). Z tych wersetów jasno wynika, że kiedy Pan powróci w dniach ostatecznych, wyrazi więcej prawd, które nas nawodnią i zapewnią. Prawdy te są prawdami, których nigdy wcześniej nie rozumieliśmy ani nie słyszeliśmy przez cały czas naszej wiary w Pana. Jeszcze ważniejsze jest to, że kiedy Pan powróci, będzie nas osobiście prowadził, abyśmy weszli w te prawdy, tak aby nasze życie duchowe mogło wzrastać. Co więcej, na fundamencie dzieła Pana Jezusa Bóg dokona nowego etapu pracy - dzieło sądu - aby oczyścić nas z naszych grzechów i doprowadzić do zrzucenia raz na zawsze kajdan grzechu. Jest to dzieło, którego dokona Bóg wcielony w czasie, gdy będzie działał w ukryciu. Prawda jest taka, że podczas gdy my czekaliśmy na Pana, który miał przybyć na obłoku, Pan Jezus w rzeczywistości już powrócił jako wcielony Bóg Wszechmogący. Bóg Wszechmogący rozpoczął swoje tajemne dzieło zbawienia człowieka już w 1991 roku, a tym razem dzieło Boże zakończyło Wiek Łaski i rozpoczęło Wiek Królestwa. Wyraził On wszystkie prawdy, aby człowiek mógł osiągnąć zbawienie, dokonał dzieła sądu, rozpoczynając od domu Bożego, oraz całkowicie oczyszcza i zbawia wszystkich, którzy przed Nim stają. Czytając słowa Boga Wszechmogącego i doświadczając Bożego dzieła sądu w dniach ostatecznych, nie tylko naprawdę rozumiemy sprawiedliwe usposobienie Boga, który nie może zostać obrażony, ale także poznajemy przyczynę naszych grzechów. Stajemy się zdolni nienawidzić samych siebie i porzucić swoje ciało; mamy postanowienie praktykowania prawdy; stopniowo zaczyna w nas wzrastać bogobojne serce, dajemy świadectwo zmian w naszym usposobieniu, a wtedy jesteśmy w stanie stać się zwycięzcami, którzy zostali uczynieni przed nadejściem ucisku. Dziś świadectwa wybranych przez Boga ludzi o doświadczeniu Jego sądu i karania oraz o zmianie ich usposobienia, jak również świadectwa zwycięzców, zostały opublikowane w Internecie. Wypowiedzi i dzieła Boga Wszechmogącego całkowicie wypełniły wszystkie proroctwa biblijne dotyczące przyjścia Boga wcielonego w ukryciu, wykonania przez Boga dzieła sądu w dniach ostatecznych, otwarcia przez Boga zwoju, stworzenia przez Boga zwycięzców i inne. Wszyscy, którzy są w stanie rozpoznać głos Boga, podczas gdy Bóg Wszechmogący działa w ukryciu, są mądrymi dziewicami. Po przyjęciu Bożego dzieła sądu stają się one zdolne do pozbycia się grzechu oraz oczyszczenia i udoskonalenia przez Boga; stają się zwycięzcami, którzy kochają Boga, czczą Go i są Mu posłuszni, i osiągają Boże zbawienie przed nadejściem wielkiego ucisku. To pokazuje nam, że w okresie, w którym Bóg dokonuje swego dzieła sądu w ukryciu, dzieło to nie jest niczym innym, jak zbawieniem i miłością dla tych, którzy szczerze wierzą w Boga i dążą do prawdy. Natomiast dla głupich dziewic, które trzymają się swoich własnych wyobrażeń i idei i które nie akceptują tajnego dzieła Boga Wcielonego, jak również dla wszystkich sił szatańskich, które sprzeciwiają się Bogu, oczerniają Go i bluźnią Mu, dzieło Boże demaskuje je, eliminuje i całkowicie potępia. Na tym polega mądrość dzieła Bożego. Kiedy podczas tajemnej pracy Bożej zostanie utworzona grupa zwycięzców, wszyscy miłujący prawdę i chorzy na prawdę, słudzy dobrzy i niegodziwi, panny mądre i panny głupie, owce i kozły - wszyscy zostaną rozdzieleni według ich rodzaju. Wtedy Bóg oficjalnie rozpocznie rozpętywanie klęsk, będzie nagradzał dobrych i karał złych. Ukaże się też jawnie wszystkim narodom na białym obłoku, a gdy to nastąpi, dzieło zbawienia człowieka z tajemniczego przyjścia Boga Wcielonego zostanie całkowicie zakończone, a drzwi łaski do arki dni ostatecznych zostaną zamknięte. W tym czasie ci, którzy przyjęli Boże dzieło dni ostatecznych i którzy zostali oczyszczeni i zbawieni przez Boga, będą błogosławieni przez Boga, a On wprowadzi ich do swojego królestwa. Natomiast ci, którzy nie chcą przyjąć Bożego dzieła dni ostatecznych, i którzy sprzeciwiają się i potępiają Boga Wcielonego, podczas gdy On działa w ukryciu nie tylko stracą szansę na zbawienie przez Boga, ale zostaną pochwyceni przez kataklizmy i ukarani. W ten sposób wypełnią się dokładnie te słowa Biblii: „Oto nadchodzi z obłokami, i ujrzy Go wszelkie oko i wszyscy, którzy Go przebili. I będą Go opłakiwać wszystkie pokolenia ziemi” (Ap 1:7). „Wówczas ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego, i wtedy będą narzekać wszystkie narody ziemi; i ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach niebieskich z wielką mocą i chwałą” (Mt 24:30). Ci „wszyscy, którzy Go przebili” odnoszą się do tych, którzy sprzeciwiają się i potępiają Chrystusa dni ostatecznych. Ponieważ zobaczą oni, że Ten, któremu się sprzeciwiali i którego potępili, to nikt inny jak Pan Jezus, który powrócił, wtedy stracą szansę na zbawienie przez Chrystusa dni ostatecznych i będą bić się w piersi, odczuwając wielki wyrzut sumienia i ból. Wtedy „będą Go opłakiwać wszystkie pokolenia ziemi” – to znaczy ci, którzy są jak ludzie z czasów Noego, którzy na zawsze stracili szansę wejścia na pokład arki. Teraz dzieło sądu Boga Wszechmogącego w dniach ostatecznych dobiega końca i drzwi łaski zostaną zamknięte. Chrystus dni ostatecznych, Bóg Wszechmogący mówi: „Mówię wam, że ci, którzy wierzą w Boga z powodu znaków, na pewno należą do tych, którzy zostaną zniszczeni. Ci, którzy nie są w stanie otrzymać słów Jezusa, który powrócił do ciała, są z pewnością potomstwem piekła, potomkami upadłego archanioła, grupą ludzi, która zostanie poddana wiecznej zagładzie. Wielu ludzi może nie obchodzić to, co mówię, ale nadal chcę powiedzieć każdemu tak zwanemu świętemu, który podąża za Jezusem, że kiedy zobaczycie na własne oczy Jezusa zstępującego z nieba na białym obłoku, będzie to publiczne pojawienie się Słońca sprawiedliwości. Być może będzie to dla ciebie czas wielkiego podekscytowania, jednak powinieneś wiedzieć, że czas, kiedy będziesz świadkiem zstępowania Jezusa z nieba, jest również czasem, kiedy ty zstąpisz do piekła, aby ponieść karę. Będzie to czas końca Bożego planu zarządzania i właśnie wtedy Bóg nagrodzi dobrych i ukarze niegodziwych. Bo sąd Boży zakończy się, zanim człowiek zobaczy znaki, gdy istnieje tylko wyrażenie prawdy. Ci, którzy przyjmują prawdę i nie szukają znaków, a tym samym zostali oczyszczeni, powrócą przed tron Boży i wejdą w objęcia Stwórcy. Tylko ci, którzy trwają w przekonaniu, że »Jezus, który nie jeździ na białym obłoku, jest fałszywym Chrystusem«, zostaną poddani wiecznej karze, bo wierzą tylko w Jezusa, który pokazuje znaki, ale nie uznają Jezusa, który głosi surowy sąd i ujawnia prawdziwą drogę i życie. Jest więc nieuniknione, że Jezus rozprawi się z nimi, gdy otwarcie powróci na białym obłoku. Są zbyt uparci, zbyt pewni siebie, zbyt aroganccy. Jak tacy degeneraci mogliby zostać nagrodzeni przez Jezusa? Powrót Jezusa jest wielkim wybawieniem dla tych, którzy są w stanie przyjąć prawdę, natomiast dla tych, którzy nie są w stanie jej przyjąć, jest znakiem potępienia. Powinniście wybrać własną drogę, nie powinniście bluźnić przeciwko Duchowi Świętemu ani odrzucać prawdy. Nie powinniście być ignorantami i arogantami, ale osobami posłusznymi przewodnictwu Ducha Świętego, pragnącymi prawdy i poszukującymi jej – tylko na tej drodze odniesiecie korzyść”. Powinniśmy teraz zrozumieć, że Bóg przychodzący publicznie z chmurami to czas, w którym określi On losy ludzi, a kiedy publicznie się ukarze i zniszczy wszystkich, którzy Mu się sprzeciwiają, będzie to ostatni etap Bożego dzieła. Człowiek może zostać zbawiony tylko wtedy, gdy Bóg działa w ukryciu, i tylko przyjmując ukryte dzieło Boga, będziemy mogli wejść na pokład arki dni ostatecznych. Czy teraz, gdy stoimy w obliczu ewangelii o powrocie Pana, porzucimy wszystkie nasze wyobrażenia i będziemy mądrymi dziewicami, które szukają i badają z otwartym umysłem? Czy też będziemy jak ludzie w czasach Noego i nie uwierzymy, nie zwrócimy na to uwagi, a nawet posuniemy się do odrzucenia i potępienia ewangelii o powrocie Pana? Każdy z nas powinien się nad tym długo i mocno zastanowić! Bible verses: quoted from Wydawnictwo Pallottinum.

znaki na niebie od boga